12/03/2010 08:20:46
Nawigacja
· Strona główna
· Artykuły
· Download
· FAQ
· Forum
· Linki
· Kategorie newsów
· Kontakt
· Galeria zdjęć
· Szukaj
Aktualnie online
· Gości online: 4

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 2
· Najnowszy użytkownik: Arek
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Brak wiadomości. Może czas dodać własną?
Inne
[Przejdź do następnej nieprzeczytanej wiadomości] | [zobacz pełny tekst źródłowy wiadomości] | Fixed font - Proportional font

Temat: bezkrólewie
Autor: irena
Data: 28 grudzień 2007


Rozdział 1

Interregnum

Jeszcze wczoraj kolorowe skalne grudki rzeźbione wartkim strumieniem,
pochylone w bezsilnym skłonie, bez słowa skargi przyjmowały napierające
bryzgi piany i piaskowego mułu. To one bezlitośnie chlastały po finezyjnych
odłamkach, zamieniając je w bezmyślne spłaszczone owale. Kamienne dźwięki
przestały wtórować szemrzącemu strumykowi, teraz on sprawował władzę i
decydował o losie.
Może to kaprys, albo słoneczna filantropia, lecz dzisiejszego dnia, na
skalnym szlaku nie pojawił się górski potoczek. Czyżby zagubił się w
plątaninie wyżłobionych ścieżek? Być może jutro odzyska pamięć i powróci,
ale teraz milczące kamienie były wolne. Wychłodzone i jeszcze w kroplowych
szatach kolorowej tęczy, łapczywie wchłaniały słoneczny żar, jakże skuteczny
do obrony przeciw glonowym koloniom.
Młody mężczyzna zbliżył dłoń do czerwonawo brunatnej bryłki, próbując
paznokciem zeskrobać obślizgły nalot, zasłaniający prawdziwe piękno
karbunkułu.
- Ależ to jest rzadko spotykana odmiana granatu! - Wykrzyknął
zafascynowany krwistoczerwonymi odblaskami, jakie pojawiły się na
powierzchni kryształu. Ustawiając bryłkę pod różnymi kątami względem
promieni słonecznych, zauważył dziwną grę świateł na dłoni. W tej samej
chwili odczuł, że traci władzę nad swoim ciałem. Jakaś niepojęta siła
przemieściła go w przestrzeni. Stał za kępą krzaków, w pobliżu leśnej
polany, gdzie przy ognisku, dwóch mężczyzn prowadziło burzliwą dyskusję.
Jeden z nich, mocno zdenerwowany wymachiwał pięściami, jakby komuś groził,
drugi chyba uspakajał go. Aleksander był za daleko by słyszeć wypowiadane
zdania, niestety wygląd mężczyzn nie zachęcał do zbliżenia. To nie byli
przyjaźni ludzie, nawet z tej odległości dało się zauważyć, że są uzbrojeni
po zęby. Dysponowali bronią palną, ale też nie gardzili sieczną, miecze i
noże mieli w zasięgu ręki. W takim przebraniu, bez zwrócenia na siebie
uwagi, mogli poruszać się tylko po dzikich lasach. Lecz czego tu szukali?
Hukanie leśnego puszczyka zakłóciło beztroskie zachowanie obu mężczyzn,
przerwali rozmowę i zaczęli rozglądać się dookoła. Aleksander powoli cofnął
nogę do tyłu, a po kilku krokach odwrócił się i zaczął biec. Chyba wybrał
właściwy moment, bo udało mu się pozostać niezauważonym. Emocje i bieg
przyspieszyły bicie serca, zatrzymał się aby odpocząć. Otoczenie w którym
się znajdował, zupełnie nie pasowało do zajść, jakie przed chwilą miały
miejsce. Nie było żadnego lasu. Aleksander podpierając plecy o występ
skalny, siedział na wznoszącej się w górę wąskiej ścieżce. Pamiętał że szedł
tędy, aby dojść do jaskini. Jej korytarze łączyły ze sobą dwie góry, dopiero
za nimi były połacie lasów i wielkie zamczysko podskarbiego koronnego,
którego zamierzał odwiedzić.
Słońce nadal ostro świeciło, a rozgrzane kamienie buchały żarem tak
silnym, że przypadkowe dotknięcie mogło pozostawić pamiątkę w postaci
bolesnego pęcherza na skórze.
- Chyba zmógł mnie ten upał! Drzemka i widziadła! - Roześmiał się i
bardzo poweselał kiedy otworzył zaciśniętą pięść, czerwony kamień w jego
ręku nie był snem.
- To chyba dobry znak!? - Potrzebował wiary że los również jemu może
sprzyjać, a znaleziony kryształ sprawdzi się jako talizman. Misja której się
podjął nie należała do bezpiecznych, potrzebował dużo szczęścia, bo
waleczność i taktyka nie zawsze prowadzą do sukcesu.
Od dawien dawna, wśród ludzi światłych, utrzymywała się opinia o
magicznej mocy granatu. Medycy uważali, że powstrzymuje krwawienie z ran,
ludzi nerwowych chroni przed apopleksją, a wojownicy osadzając kryształ w
swoim sygnecie, sprzączce, czy też w rękojeści miecza, czujnie obserwowali
czy świeci jasnym blaskiem, bo gdyby go utracił, byłaby to zapowiedź
bliskiego nieszczęścia. Znaleziony kryształ pieczołowicie zawinięty w
chusteczkę, znalazł się w skórzanej sakiewce, a ta w głębokiej kieszeni,
zabezpieczona grubą srebrną agrafą.
- Czas wznowić przerwaną podróż.- Westchnął ciężko. Kręta dróżka
skończyła się, wielka jama w skale - to wejście do groty. Przejście przez
nią nie powinno mu zająć więcej niż pół godziny, chyba żeby miał pecha i
pomylił kierunki. Wyciągnął z torby smolne łuczywo i bez problemu wzniecił
ogień, korzystając z soczewki i promieni słonecznych. Byłoby dużo trudniej
gdyby padał deszcz, ale i na tę ewentualność był dobrze przygotowany.
Wysuszona hubka i zapalniczka z krzesiwem skałkowym rzadko zawodziły, ten
znakomity pomysł wykorzystywano nawet w produkcji broni palnej, przecież zła
pogoda nie powinna decydować o losach wojen.
Podróż w którą się udał, na razie przebiegała zgodnie z planem, bez
żadnych niespodzianek, górską trasę wybrał dla zmylenia szpiegów. W
dzisiejszych czasach, niemal w każdej okolicy pojawiali łowcy przygód i
wysokich nagród, a konfliktów rodowych i religijnych nigdy nie brakowało.
Śledzono wrogów, sąsiadów i wszystko co się ruszało. Poza tym, żaden trakt,
ani gościniec nigdy nikomu nie gwarantowały bezpieczeństwa. Wszelkie podróże
odbywano z uzbrojoną eskortą, ale wtedy nie utrzymała się żadna tajemnica.
Jedynie wędrowni kupcy dobrze sobie radzili w tym dziwnym okresie
niepokojów, domowych wojenek, ale nad nimi czuwały kupieckie klany i chociaż
było ich wiele i różnych narodowości, to wspólnota interesów zapewniała
zgodę.
Wchodząc do skalnej groty, Aleksander przezornie pozapinał haftkami
rozpięte poły żupana. Chłód tylko początkowo był przyjemny, słońcem
rozgrzane ciało szybko zareagowało dreszczami na nowe warunki, temperaturę
rzędu plus pięć stopni Celsjusza, trudno polubić w cienkiej koszuli. Chwilę
zastanawiał się nad wyciągnięciem kontusza, bowiem atłasowa szata kiepsko
chroniła ciało przed wyziębieniem. Jednak zrezygnował z pomysłu.
- Szybki marsz powinien mnie lepiej dogrzać! - Jaskinię znał z
opowiadań zaprzyjaźnionego górala podróżnika i poszukiwacza skarbów.
Niektóre jego opowieści nie były dla ludzi o słabych nerwach, ale tu skalne
korytarze, na szczęście nie były nawiedzane przez duchy, a zagrożeniem mogli
być tylko żywi ludzie, albo brunatny niedźwiedź, który gorącym latem szukał
chłodnych miejsc. Najważniejsze, aby nie dać się zaskoczyć, a resztę załatwi
noszony u boku miecz i rycerska sprawność. W takich chwilach, kontusz mógłby
tylko zawadzać.
W miarę zbliżania się do zamku, Aleksander coraz bardziej denerwował
się. Napięcie rosło, gdyż sprawa była wyjątkowo poważna, na szachownicy
zdarzeń, wieża współpracowała z laufrem i razem chcieli zagrozić
najmocniejszej figurze, nie licząc się z reakcją potężnego protektora. W
ostatnich latach, przez kraj przelewały się fale innowierców, otrzymywali
prawa i przywileje na równi z tymi, którzy w karcie dziejów mieli zapisane
wielkie zasługi dla ojczyzny. Nikt nie wątpił, kto ich tu przysyłał.
Marionetkowy król ujarzmiony przez władczynię ościennego mocarstwa,
bałamucił naród, nic nie znaczącymi traktatami przyjaźni. Gwarantem
prawomyślności były obce wojska, panoszyły się za przyzwoleniem monarchy,
który zapomniał o bezpieczeństwie granic własnego terytorium.
- Interregnum i grabież! - Wysyczał przez zęby, chcąc zagłuszyć myśli.
Po chwili zapanował nad sobą, miał świadomość że te okolice nie sprzyjają
zamyślonym. Właśnie opuszczał jaskinię i chociaż od zamku dzielił go lasek,
to już z tego miejsca wyczuwało się smród pobliskiej fosy. Za ścianą drzew
zajaśniało wzgórze z bardzo wysokim kamiennym murem i górującą nad
zabudowaniami potężną wieżą. Szwedzki potop pozostawił tu wiele zniszczeń,
ale ocalałe resztki fortyfikacji świadczyły, że kiedyś to zamczysko było
warownią trudną do zdobycia.
Forteca przez długi okres czasu pozostawała niezamieszkała,
towarzyszyły jej złe legendy o mściwych duchach. W czasie przebudowy
odkrywano tajemne lochy połączone jaskiniami, a znaleziska ludzkich kości
nie należały do rzadkości. Ludzie szeptali o jakimś dzwonie, którego dźwięki
wydobywały się z jaskini, a tych nie brakowało we wnętrzu Zegarowej Góry.
Twierdza straszyła tak skutecznie, że nawet zakonnicy odmówili przyjęcia jej
na swoją siedzibę.
Dzisiaj zamek przebudowywano na pałac, otaczając go kilkuhektarowym
parkiem, obecny właściciel, wielki podskarbi koronny kontynuował te trudne
prace, ale i jego kieszeń nie radziła sobie z ciężarem wydatków. Czasy były
ciężkie, a powodów do niezadowolenia codziennie przybywało.
Nie była to stała rezydencja wielce przedsiębiorczego szlachcica, ale
dwór na odludziu świetnie nadawał się do spotkań, szczególnie takich jak
to, na które spieszył młody hrabia.
Bez wylewnych powitań wielki koronny wprowadził pięciu mężczyzn do
dawnej rycerskiej sali. Obrady rozpoczął słowami:
- Mości panowie, zbliża się koniec Rzeczpospolitej! Ukraina poddała
się, legła we krwi. Spalone dwory, mordy i gwałty w Humaniu zaowocowały.
Wzniecony bunt chłopów i rozdawane przez popów święte noże carycy, złamały
opór katolików, lachów. Większość konfederatów podpisała akt lojalności
wobec króla, poniżający dokument w którym muszą przepraszać rosyjskiego
zaborcę, za to, że się przed nim bronili!
Chyba każdy wie jaką nam zgotują przyszłość, jeśli będziemy czekać z
rękoma do tyłu założonymi!? -Podniesionym głosem wylewał z siebie całą żółć,
która od dłuższego czasu zbierała się w jego wnętrzu.
- To jest podła gra carycy, za konfederację w Barze. Na Ukrainie udało
się podjudzić chłopów, a teraz wykorzystując nieudolność rządów polskiego
monarchy, jego rękoma niszczy się polskie rody. Pod królewskimi sztandarami,
rosyjscy najeźdźcy legalnie palą, mordują dzieci i gwałcą kobiety. - Odezwał
się Aleksander.
- Hrabiczu, gdyby wszyscy mieli tak trzeźwe spojrzenie jak wy, to wojna
domowa już dawno by się skończyła. Dobrze mówicie. Trzeba ratować kraj i
honor, a króla zmusić do abdykacji! - Konfederacki marszałek bez lęku użył
słowa "zmusić". Słuchający nie negowali, dyskusja toczyła się wokoło
sposobu, jak tego dokonać.
- To chyba ostatnia chwila, bo wojska konfederatów opadają z sił.
Utraciliśmy Bar, a Paulini w Jasnej Górze atakowani są przez carycę z coraz
większą zawziętością. Brakuje pieniędzy i ludzi do walki. - Starszy
mężczyzna włączył się do rozmowy. Czerski burgrabia przybył aż z Warszawy,
a wieści, które miał do przekazania, były bardzo złe.
- Nasz poseł nie dotarł do Francji, zmogła go ciężka choroba i utknął w
Wiedniu. Mamy tylko moralne poparcie, bo środki do walki musimy sami
zapewnić. Na Turków już nie można liczyć. Wprawdzie upominali się za nami,
lecz przegrali wojnę, a Katarzyna II zyskała upragnione tereny nad morzem
Czarnym. -
- Do rzeczy panowie! Króla trzeba usunąć siłą! Mamy godnych następców,
dysponują kapitałem i wyszkoloną armią, kiedy tron będzie wolny, sami
ujawnią się, a konfederacja odzyska siły! - W wielkim uniesieniu wykrzyknął
podskarbi.
- Aby użyć siły, trzeba ją mieć! Do tego potrzebna jest zgoda całego
narodu. Co z tego że odbijamy miasta, kiedy następnego dnia za naszymi
plecami, wyzwoleni podpisują deklarację uległości!? - Pomimo młodego wieku,
Aleksander miał dobre rozeznanie o kłótliwej szlachcie i sprzedajności
magnackich rodów, to była nieustająca gonitwa za wpływami w rządzeniu
krajem.
Spiskujący w tej grze nie wychylali się ze swoimi asami, pozornie
przypadkowo wypłynęła myśl zorganizowania tajemnej rozmowy konfederatów z
królem, jednak aby takiej akcji zapewnić szansę powodzenia, właściwi ludzie
muszą znaleźć się we właściwym miejscu i czasie. Z tego też względu,
dzisiejsze spotkanie niewiele mogło pomóc w ustalaniu jakichkolwiek
szczegółów. Zapadła długa i wymowna cisza. Można ją było interpretować jako
akceptację, ale również mogła wyrażać sprzeciw. To było komfortowe
rozwiązanie dla wszystkich, zarówno dla przyszłych inicjatorów, jak i ich
przeciwników.
Podskarbi jako gospodarz zapewnił swoim gościom suty poczęstunek.
Jednak zaraz po obiedzie zaczął szykować się do podróży.
- Waszmościowie, proszę mi wybaczyć, jeszcze dzisiaj muszę wyruszyć do
Warszawy. Wygodne sypialnie są do dyspozycji, jadła nie zabraknie, a komu
pasuje, może zabrać się moim powozem.-
Aleksander podziękował, chciał wracać tą samą drogą, którą przybył. Za
górami w szlacheckim dworku czekał jego koń, do zmierzchu było daleko.
- Wracacie przez góry? - Zagadnął go burgrabia.
- A wy panie, nie skorzystacie z powozu podskarbiego? -
- Lepiej dla sprawy, aby nas razem nie widziano. Wprawdzie moje
turowieckie dobra byłyby po drodze, ale jakoś nie przepadam za towarzystwem
podskarbiego. -
- Jeżeli tak, to chodźcie ze mną, znam ciekawą trasę. Mówię ciekawą bo
przypadek sprawił, że idąc na spotkanie, po drodze znalazłem skarb. -
Śmiejąc się, wyłuskał z sakiewki czerwony kamyk i pokazał swojemu rozmówcy.
- Ho, ho, jesteście szczęściarzem. Swoją drogą, ciekawi mnie jego
pochodzenie. Sądząc z kształtu, nie był ozdobą pierścienia, ale ślady po
obróbce świadczą, że był w czymś osadzony. Widywałem podobne w karabelach,
ale kindżały kaukaskie też chętnie nimi zdobiono.-
- No to w drogę, mamy dużo czasu na miłe pogaduszki. - Aleksander
schował znaleziony kamyk i dziarsko obaj ruszyli w stronę lasu.
Gęstwina krzewów i drzew, bogata pozostałość po dawnej puszczy pomagała
tym, którzy krocząc jej zacienionymi ścieżkami chcieli uniknąć przypadkowych
spotkań z innym ludźmi. Być może zadziałał noszony talizman, albo proroczy i
ostrzegawczy sen Aleksandra, bo towarzystwo burgrabiego nie uśpiło czujności
młodego hrabiego.
- Pss. - Cofając się, gwałtownym ruchem odciągnął do tyłu towarzysza
podróży.
- Wypatrzyłem żołdaków króla. Pewnie szpiegują podskarbiego? Jest ich
tylko trzech, zaskoczenie daje nam przewagę? Co robimy? - Prawa ręka już
błądziła po rękojeści długiego miecza.
- Jeżeli to szpiedzy, to nie możemy się ujawniać. Potyczka byłaby
wyrokiem na podskarbiego. Zatoczymy łuk, aby uniknąć spotkania. Potem
wszystko wytłumaczę! -
Zachowując bezpieczną odległość, niezauważeni prześlizgnęli się do
miejsca gdzie była grota. Bacznie obserwując skalne zakamarki, szybko
przesuwali się ku wyjściu. Opuszczając ją, odzyskali już całkowity spokój.
Kilkaset metrów niżej widać było drogę.
- Ten piaszczysty gościniec, doprowadzi nas do szlacheckich zabudowań.
Ich właściciel zapewnia wynajem koni, a kto lubi podróżować wygodnie,
znajdzie również pojazd. Jest to też jeden z tych nielicznych przystanków
zreformowanej ekstrapoczty, której istnienie zawdzięczamy rządom króla
Augusta III.-
- Hm. - Chrząknął murgrabia.
- Reformy są chwalebne, kiedy są respektowane.
Osobiście wierzę, że obecny król też chciałby poprawić los
Rzeczypospolitej. Niestety, jego polityka nie sprawdza się, brakuje mu
sprytu i daru przekonywania ludzi dla swoich zamierzeń. Na tron wprowadzono
go siłą rosyjskiego wojska, efekt jest taki, że krajem rządzi chaos, a jego
protektorka dyktuje własne strategie w gospodarce i polityce, chcąc jeszcze
bardziej osłabić nasz narodowy patriotyzm.
A propos szpiegów, których tam w lesie wypatrzyliście. Pewności nie
mam, ale różne słuchy chodzą po Warszawie. Podobno pojawiły się nielegalne
emisje z mennicy, którą podskarbi zarządza. To mógł być powód, dla którego
wyznaczono mu anioła stróża. Gdyby doszło do bijatyki w pobliżu dworu, ktoś
inny mógłby wyciągnąć niesłuszne wnioski, że to podskarbi likwiduje ludzi,
którzy giną, bo coś odkryli. -
- Istotnie, to byłoby straszne. Przepraszam, muszę bardziej panować nad
swoją porywczością. - Młody hrabia był przerażony, pamiętając gorączkę
dłoni, kiedy w tamtej chwili sprawdzał rękojeść swojego miecza.
- Nie martwcie się, wszystko przychodzi z wiekiem. Chyba doszliśmy do
dworu. Tutaj zostawiliście swojego konia? -
- Tak, to ten dworek. Miło z wami się wędruje... - Aleksander nie
dokończył zdania, bo burgrabia wyciągnął rękę do pożegnania.
- No cóż, czas pożegnać się. Nie martwcie się o mnie, znam te strony
jak własną kieszeń. Będąc tak blisko, zaplanowałem jeszcze odwiedzić
pobliską parafię, umówiliśmy się z księdzem na wspólną podróż do Warszawy,
on ma pojazd i konie. Tam przenocuję, a rano w drogę.
A może.pojedziecie ze mną, poznalibyście czcigodnego ojca? Jego kazania
są dużym wsparciem dla konfederatów. -
- Bardzo chętnie! - Hrabia żywo zareagował.
- Mam tylko malutką prośbę.zajrzyjmy razem do dworu, bo zanim wydadzą
mi konia, wypada chwilę porozmawiać. Szlachcic jest szalenie gościnny, a od
jego garnuszka miodu jeszcze nikomu nie udało się wymówić.
Jeszcze jedno, zostawiając konia, wyjaśniłem, że chcę zwiedzić
kamieniołomy, aby wybrać budulec na przebudowę dziedzińca w zamku mojego
ojca. -
- He, he.- Roześmiał się burgrabia.
- Dobry pomysł, pewnie chcielibyście wymyślić jakąś historyjkę dla
mnie? Nie ma takiej potrzeby. Znam tego szlachcica i on mnie również. Bywam
w tych stronach, proboszcz tutejszej parafii wywodzi się z mojej familii.
Jest już bardzo stary i wymaga rodzinnej opieki. - Opanowując wesołość,
przy okazji odkrył hrabiemu właściwy powód, dla którego wybrał wspólną trasę
przez góry. W dzisiejszych czasach bezpieczniej jest podróżować we dwóch.
Młody hrabia śmiał się również, ale w myślach zganił swoją naiwność.
Nagle zrozumiał, że w tej podróży nie on był przewodnikiem.
- No to chodźmy sprawdzić, jak udały się pszczele zbiory. - Do zachodu
słońca było jeszcze daleko, już z dala można było rozpoznać właściciela
dworku, który czujnym okiem gospodarza troskliwie przeglądał grona czarnych
winorośli, uczepionych w ozdobnej kratownicy drewnianego ganka.
- Ogrodniku! Mam już dosyć tych krzyżaków. Zróbcie coś z tym
robactwem!- Rozsierdzony widokiem snujących się pomiędzy listkami pajęczyn,
donośnym głosem strofował przerażonego ogrodnika, który natychmiast zajął
się oczyszczaniem krzewów.
- No, no. Sądząc z aktywności, to pan tych włości jest w świetnej
formie. - W tak wesołej tonacji, burgrabia oznajmił swoją obecność.
- Święta Panienko? Toż to we własnej osobie prześwietny pan burgrabia
zaszczycił moje niskie progi. Jakże mnie cieszy to wyróżnienie. Pewnie
waszmość byliście w odwiedzinach u księdza dobrodzieja? -
- Tak. Ale jeszcze muszę tam wrócić. Zamarzyła mi się mała przechadzka
po okolicy, macie tu dobre powietrze. Po drodze spotkałem tego młodzieńca i
tak od słowa do słowa, usłyszałem, że wybiera się do was, więc i mnie naszła
chętka aby posłuchać nowin o waszym zdrowiu. Przy okazji serdeczne
podziękowania za terminową pocztę od ojca duchownego. -
- To obowiązek dobrego parafianina. Czcigodny ma już swoje lata i słaby
wzrok, moja najstarsza latorośl pomaga mu pisać listy. Ksiądz proboszcz
bardzo ją chwali nie tylko za wykształcenie, również za mądrość i lubi z nią
prowadzić długie dysputy. - Szlachcic z dumą wychwalał cnoty córki.
- "Gość w dom, Bóg w dom", zapraszam waszmoście na dobry miód pitny. Te
stare lipy co tu rosną, dobrze żywią pracowite pszczółki. W tym roku kwiaty
wydzielały tak niezwykle nęcący nektar, aż moje pszczele rodziny wyznaczyły
granice własnego terytorium i prowadziły boje z obcymi rojami. Pierwszy raz
w życiu widziałem walki pomiędzy owadami. -
Zaproszeni nie odmówili, razem z gospodarzem udali się do przygotowanej
na takie okazje dużej izby, w której podejmowano gości.
Aleksander z zaciekawieniem przyglądał się gustom niezamożnego
ziemskiego szlachcica i jego pomysłowości w wystroju mieszkalnego wnętrza.
Ten drewniany zaściankowy dworek wyraźnie różnił się od tych, które było mu
dane odwiedzać. Prostota drewnianych ław, chłopskich zydli, skrzyń z
metalowymi okuciami i duży solidny stół nie raziłyby, gdyby w tej dużej
izbie nie ustawiono błyszczącego złotem, okrągłego stolika w otoczeniu
foteli i kanapy wyścielonych lśniącym atłasem. Sarmacka prostota kłóciła się
z zakusami na magnacką modę.
- A cóż to za krzyżacy, których kazaliście ogrodnikowi wypędzić? -
Zagaił burgrabia, delikatnie smakując miodowe wino, o którym miał wydać
opinię.
- Byłem zły i dałem upust myślom. Pod folwark podkradają się azjatyckie
jenoty, ni to wilk ni pies, a szelma na grzbiecie nosi czarny krzyż. Jak by
tego nieszczęścia było mało, to jeszcze pojawiła się zaraza pająków, też z
krzyżami. To chyba przekleństwo za przodków, bo poskromili ludzi
chełpiących się symbolem czarnego krzyża na białym płaszczu. - Puenta z
dowcipem, spodobała się słuchającym, przyjęli ją ze śmiechem. Znając
tradycje szlacheckie, czyli przy dolewanym trunku ciągnięcie za język, nie
podchwycili tematu. Brakowało czasu na takie rozmowy, poza tym zmęczenie też
dawało się we znaki.
- Ten miód rzeczywiście jest wyjątkowy. Jeśli macie go dużo, to chętnie
małą beczułkę zawiózłbym rodzinie do wypróbowania.- Burgrabia wypił wino, a
odstawiając kielich odmówił dolewki, wymawiając się ważnymi obowiązkami.
- Przygotuję wóz, to chłopak zawiezie na plebanię. -
- Nie trzeba, objuczcie mojego konia, odprowadzę burgrabiego. Mamy
niedokończoną rozmowę w temacie wyboru budulca na drogę. - Pospiesznie
przyszedł z pomocą Aleksander, wcześniej zainteresowany wspólną propozycją
odwiedzenia parafii.
- Szkoda, że waszmości wizyta też jest tak krótka. Nie zdążyłem
przedstawić mojej córki, ale już to nadrabiam. Może kiedyś zdarzy się
jeszcze okazja dla rozmów między młodymi.
Gabrielo, waćpanno podejdź tu do nas i pożegnaj miłych gości. -
Szlachcic wychylił się na korytarz i z sąsiedniego pokoju wywołał córkę.
W drzwiach ukazała się smukła młoda dziewczyna, mogła mieć zaledwie
szesnaście lat, ale bystre spojrzenie i swobodne zachowanie świadczyły o
śmiałości, również o dużej ogładzie towarzyskiej. Grzecznie skłoniła się
obdarzając uśmiechem najpierw burgrabiego, potem uważniej przyglądając się
twarzy Aleksandra, powiedziała:
- Waszmość macie pięknego konia, ale jest narowisty, nikomu nie pozwala
zbliżyć się do siebie. Był problem z nakarmieniem go. -
--
Irena



28 grudzień 2007bezkrólewie [irena]
29 grudzień 2007|- Re: bezkrólewie [Les Pe]
1 styczeń 2008|  \ Re: bezkrólewie [irena]
2 styczeń 2008|     \ Re: bezkrólewie [Les Pe]
4 styczeń 2008|- Re: bezkrólewie [aqua]
11 styczeń 2008|  \ Re: bezkrólewie [irena]
11 styczeń 2008|     \ Re: bezkrólewie [aqua]
23 styczeń 2008\ Re: bezkrólewie [Andrzej W.]
23 styczeń 2008   \ Re: bezkrólewie [irena]
Kieruj się do
· Portal a la Fotki - sprawdź
· Recenzje użytkowników w dziale aparaty cyfrowe też warto odwiedzić
· Aparaty cyfrowe Sony - opinie
· Recenzje aparatów cyfrowych HP - napisane przez internautów
· Tutaj opinie o cyfrowkach Panasonic - też warto sprawdzić
· A tutaj dział Samsung - bardzo prężna marka
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Forum pisarskie
·Re: ciąg >>
·Re: [ART] czy pisarz to zawód? >>
·Re: gdy nagle >>
·Re: męka tworzenia - czyli marcowy konkurs w konkursie (z nieprzyzwoicie szczodrą nagrodą w tle) >>
·Na czym zawiesić wzrok w czasie przedwyborczej ciszy (miast piatkowego wiersza). >>
·Re: [ART] czy pisarz to zawód? >>
·Re: Jak Carrefour w Katowicach okrada klientów >>
·Re: EOG ? >>
·Re: historia mojej przyjazni >>
·Re: Otwarcie szerszej debaty na temat kształtu polskiego szkolnictwa >>
Wygenerowano w sekund: 0.32 120,821 Unikalnych wizyt