|
|
31/07/2010 09:21:10 |
|
[Przejdź do następnej nieprzeczytanej wiadomości] | [zobacz pełny tekst źródłowy wiadomości] | Fixed font - Proportional font Temat: [tekst] szepty Autor: aqua Data: 14 listopad 2007 Ponownie witam ciepło! Dziwne, że jeszcze nie śpię, (a może śpię?). Tym razem troszkę dluższa pisanina i nie pierwszej młodości. (z tego, co pamiętam widziała niewiele światła dziennego) Raczej dla wytrwałych(i tych proszę o słówko) aqua SZEPTY Trzasnęła mocno drzwiami, choć nigdy tego nie robiła. Chwilę wcześniej rzuciła przez ramię i zaciśnięte zęby : „tym razem już nie wrócę”. Uśmiechnąłem się lekko, bo wiedziałem, że wróci. Zawsze wracała, tylko zdziwiło mnie trzaśnięcie. Musiała być zdenerwowana. Pewnie znów dowiedziała się o jednej z moich przyjaciółek. Co ja poradzę, że lubię kobiety? Nie jestem stworzony do monogamii. Powinna się właściwie cieszyć, bo jej pierwszej udało się usidlić mnie na tyle, że zamieszkaliśmy razem. Zauważyłem ją pewnego letniego dnia na przystanku. Nie zwróciłbym na nią uwagi, gdyby nie to, że stała w miejscu nieruchomo, zapatrzona w jakiś punkt. Płakała. Tusz spłynął z jej rzęs, wyglądała okropnie. W ręce ściskała gazetę. Podszedłem do niej i zapytałem, czy mogę jakoś pomóc. Spojrzała na mnie w taki sposób, że nigdy nie zapomnę tego wzroku. Patrzyła tak, jakby zaglądała nie tylko w moje oczy. Zaglądała w głąb mnie. Nie odpowiedziała nic, popatrzyła przez chwilę i odeszła. Zdążyłem wsunąć w jej dłoń moją wizytówkę. Zadzwoniła po kilku dniach i tak się zaczęło. A teraz wychodzi i trzaska drzwiami. Moimi drzwiami w moim domu. Po lekkim śniadaniu ubrałem się w pośpiechu. Zrobiło się dość późno. Nie chciałem spóźnić się do pracy. Kiedy wychodziłem, przypomniałem sobie, że na szafce nocnej zostawiłem dwa raporty, z których miałem się dziś rozliczyć. Cofnąłem się w głąb mieszkania. Nie było ich tam, gdzie je położyłem. Pewnie wieczorem je schowała. Miała głupi zwyczaj upychania byle gdzie wszystkiego, co leżało w zasięgu wzroku i burzyło jej „estetyczną harmonię” - jak mawiała. Zajrzałem do szuflady. Raporty leżały pod stertą jej gazet. Wyjąłem je odsuwając na bok babskie pisma. Zamknąłem szufladę. Wtedy stało się to po raz pierwszy. Usłyszałem szept. Szept dochodził z szuflady. Nie przytoczę dokładnie wszystkich słów, bo byłem tym tak zdziwiony, zaskoczony a w pewnym sensie nawet przestraszony, że zapomniałem przynajmniej połowę. Zapamiętałem tylko tyle: cisza...cisza...wsłuchaj się...wejdź i zostań...cisza...nie rań...cisza... Nie mogłem zastanowić się spokojnie nad tym, co usłyszałem, bo nie miałem już czasu. Cały dzień pracowałem intensywnie. Wieczorem wróciłem zmęczony. Teraz dopiero zacząłem myśleć o szepcie. Jestem człowiekiem myślącym trzeźwo, racjonalistą w każdym calu. Szukając logicznej odpowiedzi, pomyślałem, że to pewnie głos z radia za ścianą. Z tą myślą poszedłem spać. Przed zaśnięciem pomyślałem chwilę o tym, czy rano, kiedy się obudzę ona będzie obok mnie. Wiedziałem, że wróci. Następnego dnia obudził mnie ból głowy. Zwlekłem się niechętnie z łóżka i zaparzyłem kawę. Kiedy kawa pachniała w kuchni, poszedłem się odświeżyć. Chłodna woda złagodziła ból głowy. Sięgnąłem do szafki, w której trzymam maszynkę do golenia. Wziąłem ją pospiesznie w rękę i niechcący strąciłem jej ulubione perfumy. Buteleczka spadła na podłogę, rozbijając się na wiele kryształków. Zakląłem pod nosem i poszedłem po odkurzacz. Kiedy wszedłem do łazienki - stanąłem, nie wierząc własnym oczom. Podłoga była czysta. Przetarłem oczy jeszcze dwa razy. Pochyliłem się nad kafelkami, nie mogąc zrozumieć tego, że aż tak mogłem się mylić. Ani śladu szkła. W łazience czuć było tylko delikatny zapach perfum. Otworzyłem ponownie szafkę. Butelka stała na swoim miejscu. Odwróciłem się i wyszedłem do kuchni. Nie chciałem myśleć o tym, co się stało. Wtedy jeszcze nie powiązałem tego z szeptem dnia poprzedniego. Jak się okazało, niedługo miałem się przekonać jakim byłem głupcem. Przez kilka kolejnych dni nie wydarzyło się nic szczególnego. Tylko ona nadal nie wracała. Zacząłem się trochę niepokoić. Co prawda, kiedyś nie było jej przez dwa tygodnie, ale wtedy dzwoniła każdego dnia. Pomyślałem, że zaczekam jeszcze trochę i sam zadzwonię. Na pewno nie dziś, bo wieczorem miała wpaść przyjaciółka, więc było mi na rękę żebym został sam. Tego dnia wieczorem przygotowywałem się na przyjęcie gościa. Upychałem do szafy jej ubrania, które zdjąłem z suszarki. Wtedy znów usłyszałem szept: daj mi czas ukołysz mnie, otul i pozwól zasnąć, mów ciszą... cisza... cisza... Słyszałem go bardzo wyraźnie. Przestraszyłem się. Byłem wręcz przerażony. Przerażony do tego stopnia, że odwołałem moją dzisiejszą randkę. Nie spałem całą noc, zastanawiając się, co się właściwie dzieje. Czy to, co się wydarzyło to tylko moja wyobraźnia? Czy to jest we mnie, czy poza mną? Jedyne co przyszło mi do głowy to czekanie na rozwój wydarzeń. Byłem zbyt zmęczony rozmyślaniami. Tego ranka ledwo wstałem z łóżka. Zadzwoniłem do niej od razu. Nie odebrała. Po kilku sygnałach odezwała się jej poczta głosowa. Co ja mówię? Jakie odezwała się? Poczta głosowa w telefonie mojej kobiety wyszeptała wprost do mojego ucha dwa słowa: nie wróci... Zacząłem się śmiać, bo pomyślałem, że powoli popadam w paranoję. Od tego szeptu moje życie zamieniło się w jedną obsesyjną myśl o niej. Myślałem o tym, jak ją krzywdziłem. O tym, jak to wszystko przyjmowała, jak wybaczała. Myślałem o jej słowach wypowiadanych za każdym razem z rozwagą i spokojem. Słyszałem odgłos jej kroków na schodach. Słyszałem jak śmieje się w pokoju obok. Radio mówiło jej głosem. Budząc się rano znajdowałem na poduszce karteczki z krótkimi wiadomości, które miała zwyczaj zostawiać. Czasem miałem podrapane plecy. Czasem budził mnie szum wody w łazience. Nie muszę chyba dodawać, że kiedy tam biegłem oprócz odkręconej wody nikogo w niej nie było. Dzwoniłem do niej setki razy. Poczta głosowa powtarzała dokładnie to, co za pierwszym razem, śmiała się histerycznie albo powtarzała imiona kobiet, które miałem będąc z nią. Każdego dnia wielokrotnie słyszałem szepty. Były wszędzie. Wypełniały moje mieszkanie i moje myśli. Przerażały mnie do granic obłędu. Od niepokojących, poprzez szalone po opętańcze. Bałem się coraz bardziej. Nie pomogło pozbycie się wszystkiego, co należało do niej. Nie pomogły prochy, ani cztery paczki papierosów dziennie. Byłem bezbronny jak mały wróbel, który wypadł z gniazda na jabłoni. Bezradny i szalony z niemocy. *** Teraz już wiem, co straciłem. Teraz już wiem, że nie wróci. Tak naprawdę jej nie ma i nigdy nie było. Pozostawiła mi tylko szepty. Wszystko - co łączyło się z nią, to moja wyobraźnia. To tylko nieudolna sztuka doścignięcia czegoś, co tak naprawdę nie istnieje. Kiedy jeszcze była - ona czy też moje wyobrażenie o niej myślałem, że jestem w stanie osiągnąć stan doskonałej szczęśliwości, choć nigdy nie przyznawałem się do tego. Zasłoną dymną, która zawsze oddzielała mnie od świata była moja pewność siebie. Poczucie własnej niezawodności, wszystkie panienki, które przewinęły się przez moje życie i łóżko sprawiły, że zawsze czułem się lepszy od innych. Teraz to zrozumiałem, ale wiem, że jest za późno na jakikolwiek odwrót. Pozostaje mi tylko jedno, to - do czego mnie zmusiła, a z czasem sam zacząłem tego chcieć...cisza, cisza.... Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl |
|
| Wygenerowano w sekund: 1.29 | 257,860 Unikalnych wizyt |